Moje niebo to nie miejsce, a stan umysłu.

Nie opisuje go żadna księga, ani żadne z przysłów;

Moja kuźnia pomysłów - odlot na trzeźwo,

Gdy mój high widzą ćpuny to z wrażenia blednął.

Z prawej i lewej

    Już wczoraj otwierałem notatnik, by zacząć pisać, lecz wczoraj wygoniła mnie późna pora. Dzisiaj z kolei przywodzi mnie tutaj zwykłe postanowienie: będę pisał do dwa dni. Chore, nielogicznie postanowienie! Jaki sens ma pisanie - na siłę oraz mimo wszystko - co konkretny czas?! Być może nauczy mnie to trochę systematyczności, której zabrakło mi w drugim semestrze i której brak przyprowadził problemy...zupełnie niepotrzebne; pewne jest, że można było ich uniknąć. A więc, piaskarze, do roboty!


   Nie oczekuję od siebie, piszę, cokolwiek by pisać, bo tak postanowiłem. Doskonale odzwierciedla moje ostatnie podejście oraz oczekiwania od siebie: robisz dużo, chaotycznie, z przerwami na olewanie wszystkiego - wszystko tak, by nie móc sobie zarzucić zbyt wiele. Przebiegle żem to wymyślił. Dałem się złapać we własno-umysłowo wypracowaną pułapkę. Lecz przyszedł czas weryfikacji; przyszło zakończenie semestru i pierwszy raz w życiu przyszły drgawki rąk, które nie pozwalały mi zapisać własnego imienia.
   Piaskarze niepilnowani obijają się, pracują nieefektywnie i wiele piasku zrzucają z powrotem do Wisły. Moi już trochę przesadzili, zbyt wiele marnotrawstwa, pora wziąć się w garść; wykosztuję się na nadzorcę, ale liczę, że ta inwestycja się po prostu zwróci.

Kiedyś powiedziałem, że nie będzie tutaj nic bezpośrednio osobistego, ale ten post to zmienia, przynajmniej na daną chwilę.
Prześlij komentarz