Moje niebo to nie miejsce, a stan umysłu.

Nie opisuje go żadna księga, ani żadne z przysłów;

Moja kuźnia pomysłów - odlot na trzeźwo,

Gdy mój high widzą ćpuny to z wrażenia blednął.

Jam przeciwko książkom!

Po pierwsze: Jak widać, galaktyka poszła w odstawkę na rzecz mojego ryja w makro; nigdy nie sądziłem, że znam się na marketingu, lecz postanowione: nowa szata graficzna.
Po drugie: Po prawej mnóstwo opcji umożliwiających śledzenie - zapraszam.
Po trzecie: Róbcie szlachetne paczki, bo to już ostatni dzwonek.
Po czwarte: Pierwszy opublikowany na YT utwór z moim tekstem, co prawda tylko refren, ale wkrótce będą inne nowości: http://youtu.be/OPFo8pe1_Yc
Po piąte: Szukamy ciągle sponsora dla Kreuj nie psuj. Jeśli ktoś może pomóc, to zapraszam do kontaktu. 
Po szóste: Nienawidzę wyliczanek poprowadzonych w ten sposób.

"Jam przeciwko książkom!" - tak też brzmi tytuł tego oto wpisu, dlatego też już spieszę ze strumieniem swych przemyśleń.



   Tak, jestem przeciwnikiem książek, tak samo jak telewizji. Nienawidzę czasu, który zaprzepaszcza się na oglądaniu telewizji i czytaniu książek. Wyczuwam lekkie zdziwienie moim stanowiskiem... Nic dziwnego, bo oczywiście uwielbiam książki i często nie rozstaję się z nimi, lecz książki, będące pod moim ostrzałem, są tymi, które porównać można do najbardziej banalnych programów w telewizji. Jaki to sens czytać kolejną książkę, która poza samym znaczeniem wynikającym z materializacji jej bytu, nie przedstawia żadnej wartości? 
   Dlaczego nikt nie zwraca uwagi na głupie książki? Może dlatego, że niewiele osób zwraca uwagę na głupią telewizję? Zauważmy iż głosy pojawiające się przeciwko telewizji są rzadkie i często nie wzbudzają dłuższej dyskusji, opublikowane przez kilku "hipsterów" giną w paru kliknięciach [LIKE]. 
Przede wszystkim chciałbym tutaj zaznaczyć, że dyskusją tą chcę wyciągnąć zupełnie inną perspektywę tego - nie da się zaprzeczyć - sporu. Zazwyczaj stawia się po jednej stronie barykady Książki, po drugiej Telewizję. Ja nigdy nie chciałem tego robić i mam nadzieję, że nigdy nie zrobię w dyskusji teoretycznej, mimo, że - telewizji nie oglądam od paru lat, a urządzenie musiałem wyrzucić, by pomieścić kolejne książki - w dyskusji praktycznej już się to dokonało.
Chciałbym patrzeć na ten aspekt w kwestii: wartościowe treści w jednych i drugich oraz zawarte w nich banały, zapychacze, trociny. To, że nie oglądam telewizji w ogóle, poza przelotnym natknięciem się na program informacyjny, gdy wchodzę do salonu, czy też odwiedzam babcię, nie oznacza, że telewizję całościowo potępiam. Nie chciałbym potępiać niczego w całości, we wszystkim przecież można odnaleźć coś właściwego, pozytywnego, albo chociaż poprawnego. Fakt nieoglądania przeze mnie programów telewizyjnych wynika bardziej z mojego strachu o moje słabości; boje się iż nie będę wystarczająco czujny, aby "odcedzić sens od głupoty" i popadnę w wir telewizyjnego świata, zatracając kolejne godziny biernie wpatrując się w ekran telewizora (którego nawet nie mam! ).

--- PRZERYWAMY PROGRAM BY NADAĆ WAŻNY KOMUNIKAT---
drodzy państwo nie wiem czy zauważyliście ale strasznie dużo tutaj tych dwóch słów telewizja oraz książki prawdopodobnie autor nie ma pomysłu jak z tego wybrnąć lecz serdecznie chciałby przeprosić a my powinniśmy wybaczyć być bierni i dalej robić swoje wygodnie siedzieć i czytać najlepiej gdyby koniec końców obyło się bez negatywnych komentarzy które i tak będziemy bezpardonowo ignorować
---KONIEC KOMUNIKATU---

Ktoś powie mi zaraz: "Hej, ale używasz YT, czyli jednak oglądasz, ha! Mam Cię!". No cóż, kwestia jest taka, że oczywiście, oglądam, jednak i z tym jest trochę inaczej, tutaj coś ma swój początek i koniec, strumień obrazów, które walczą o nasze zainteresowanie nie jest ciągły. Jesteśmy atakowani kolejnymi propozycjami, lecz wciąż mamy wybór i ten wybór mi w zupełności wystarcza, by nie ślęczeć godzinami na YT, zajmując sobie czas, którego i tak mało mam. Oczywiście nie dla każdego jest to rozwiązanie, ale Ci, których YT pochłania w pełni, prawdopodobnie oglądają też telewizję bez umiaru. 
   Jak widać temat telewizji jest tak absorbujący, że pochłania, odciągając uwagę od drugiego przedstawionego przeze mnie problemu, a nawet jedynego, który chciałbym wskazać. Nic dziwnego, że tak mało się mówi o książkach, które marnują nasz czas. Prawdopodobnie są one mniej "zabójcze", lecz mimo wszystko uważam iż warto pozbyć się tego ogólnego stwierdzenia, że książki zawsze poszerzają horyzonty i rozwijają. Tak samo jak książka może nam zupełnie nic nie przynieść, poza zmarnowanymi godzinami, na niewymagającej rozrywce, tak i jakiś program telewizyjny możne nam otworzyć umysł, sprawiając, że dostrzeżemy coś co wcześniej było dla nas ukryte. 
Nie neguję oczywiście formy użytkowej tych dwóch rzeczy w celach rozrywkowych, jednak niech nasza rozrywka będzie szyta na naszą miarę, czegoś od siebie wymagajmy, ja wciąż się staram i już teraz wiem: TO NIE TAKIE ŁATWE!
Bądźmy mądrzy, właściwie wybierajmy te rzeczy, które nas pochłaniają, by nie okazało się, że znamy tysiące nie przydatnych faktów i historii, a nie wiemy jak spojrzeć na świat racjonalnie.

Krystian Chról Niebo Twórczość Społeczeństwo Blog Proza Felieton Esej Nieb0 

Prześlij komentarz