Moje niebo to nie miejsce, a stan umysłu.

Nie opisuje go żadna księga, ani żadne z przysłów;

Moja kuźnia pomysłów - odlot na trzeźwo,

Gdy mój high widzą ćpuny to z wrażenia blednął.

Jak powstał pewien człowiek

W ramach wprawiania się w pisanie fabularne, powstało takie ot opowiadanie. Z pewnością dla wielu będzie oderwane z kontekstu, jednak mam nadzieję, że poczujecie klimat; nie wszystko może być podane na tacy!

NARODZINY N




   Obudziła go cisza. Tak po prostu przebudził się, zaciągnął przesyconym dymem oraz stęchlizną powietrzem i otworzył oczy. Leżał oparty o jakieś zwłoki. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć... pięć ciał dookoła. Nie odrzucała go bliskość martwych ludzi, mógłby tak leżeć jeszcze długo, gdyby tylko miał wygodniejszą pozycję. Farsa, przecież nie poprawi się i nie będzie dalej spać na zimnym, miękkim truchle. Wstał, przeciągnął się. Czegoś mu tu zabrakło... Nie zastanawiając się dalej nad tym co właściwie go dręczy wyciągnął resztki tytoniu oraz bibułkę, skręcając  i zręcznym ruchem odpalając papierosa. Mocno się zaciągnął, czując jak przez jego tchawicę przepływa kłąb dymu wypełniając przyjemnie płuca. Lekko przygarbiony zaczął rozglądać się po pomieszczeniu oświetlonym blaskiem niezgaszonej zapalniczki. 
   Cisza. Tak bardzo lubił ciszę, a od tak dawna nie miał na nią szans, żyjąc w ciasnym bunkrze z żałosną hołotą. Teraz nawet tutaj znośnie. Ciekawe czy znajdę coś do jedzenia. Zaczął przeglądać różne kąty pomieszczenia, znajdując jedynie lepkie, puste puszki po fasolce oraz folie po sucharach. Po chwili zapalniczka zgasła i nie chciała już więcej służyć, protestując snopami iskier oraz szorstkim tarciem krzemienia. Jan zaczął po omacku szukać latarki. Zdał sobie sprawę, że jakby stracił orientację w tym małym pomieszczeniu, w którym żył chyba od zawsze. Jego zmysły odbierały jakby przestrzeń, która mogłaby być gdzieś poza tymi żelbetonowymi ścianami. Poczuł lekki powiew świeżego, wilgotnego powietrze. Nie stęchłego, przyjemnie wilgotnego. Podszedł do jednej ze ścian przyciągany instynktem, wyciągając przed sobą obie dłonie. Pod bosymi stopami, na których przez okres zamknięcia wytworzyły się naturalne zrogowacenia, czuł chłód betonu, ale nie tylko. Czuł jakby każdy krok był przyjemnie sprężysty, tak jakby grunt zrobiony był z kauczuku. Nagle jego dłonie natrafiły na przeszkodę, która delikatnie uległa oporowi, tworząc wtem cienką linię światła przedzierającą się miedzy ścianą, a właśnie uchylonymi drzwiami. Ciekawe dlaczego Sierżancina zostawił uchylone drzwi? Zachęcony otwartymi drzwiami i wypełniony niewiadomego pochodzenia energią, postanowił zobaczyć jak wygląda ten skrawek poza celą, przez który przechodził, a raczej został przeciągnięty wiele czasu temu. Ostrożnie odepchnął drzwi, które z lekkim oporem zaczęły się otwierać. Po chwili, gdy luka była na tyle szeroka by się prześlizgnąć pojawił się opór, w pierwszej chwili Jan podniósł pięść gotując się do uderzenia w wyłaniającego się Sierżanta ze swoją pałką, jednak nic takiego się nie wydarzyło. Zerknął przez przerwę i spostrzegł zwłoki Młodego leżące pod otwieranymi drzwiami. Ah, to Ciebie mi tam brakowało pośród tych wszystkich ciał Młody. Lekko niepewny co się właściwie stało, zaczął iść w stronę, intuicyjnie wyczuwalnego, wyjścia. Nabierał śmiałości, mijając kolejne martwe ciała; strażników w tym Sierżanta. 
   Uderzyła go fala najświeższego powietrza jakie był sobie w stanie wyobrazić. A do tego ten deszcz! Już nigdy nie chcę opuszczać tego wspaniałego lasu, to jest takie wspaniałe, takie...żywe! Pełen ekscytacji i niedowierzania, omiatany kroplami deszczu, zaczął zszarpywać z siebie pozostałe łachmany. Deszcz zaczął obmywać jego ciało, a on ku zdumieniu zauważył, że po dziwnej chorobie i strupach, nie pozostało zbyt wiele; wyglądało to trochę jak powierzchnia wysuszonego jeziora, jednak w znacznie delikatniejszej wersji. Czuł ocierające się o jego nagie ciało rośliny. Szedł wyprostowany z twarzą ogarniętą szaleńczym uśmiechem, jednak w jego ruchach widać było spokój i pewność. Wypluł już dawno zgaszonego papierosa z ust i zaczął biec, pierwszy raz od dawna...
 Koniec z "Ja", w moim życiu, chcę być tożsamy z tym otoczeniem. Od dzisiaj jestem N. Od dzisiaj jestem Wolny.

Krystian Chról Niebo Twórczość Społeczeństwo Blog Proza Felieton Esej 
Prześlij komentarz