Moje niebo to nie miejsce, a stan umysłu.

Nie opisuje go żadna księga, ani żadne z przysłów;

Moja kuźnia pomysłów - odlot na trzeźwo,

Gdy mój high widzą ćpuny to z wrażenia blednął.

KOR ynzcigam

   Zbliża się...nieuchronnie i nareszcie. Zbliża się moment, w którym stanę jeszcze bliżej szansy na emocjonalną wolność. Oczekuję w napięciu, czując, że to chyba ostatnia szansa jaka aktualnie majaczy gdzieś na horyzoncie. Co jeśli okaże się złudna? Mam na tę ewentualność plan, jednak to nic łatwego...i nie wiem czy to dobre rozwiązanie...

   Czy miara czasu jaką jest ROK nie jest owiana swego rodzaju magiczną aurą? Lubimy wszystko liczyć w latach, nie miesiącach, tygodniach, kwartałach, tylko w latach - oczywiście w miarę realnych możliwości. Tak czy inaczej, określenie "rok" zawsze wywołuje swego rodzaju wrażenie, emocje, a czasem każe nam się zastanowić co było rok temu o tej samej porze...
   Właśnie. Niekiedy nie powinniśmy zadawać sobie takiego pytania, tym bardziej w sytuacji, w której borykamy się z czymś przerażająco silnym, co zżera nas od środka, a swoją emanację odnajduje jeszcze w okresie krótszym niż ROK. Ja popełniłem ten błąd - najpierw całkiem przypadkowo, później z premedytacją, jakby nie wiedząc jakie konsekwencje to za sobą przyniesie. Chyba lubię, chyba przywykłem, do tego rodzaju bólu; może nawet nie chcę się go pozbywać - wbijając sobie od czasu do czasu kolejną długą szpilę prosto w serce, jednym ze swych wypracowanych rytuałów. Taki ot masochizm, niezrozumiały, niezastąpiony. Może ten masochizm jest swego rodzaju złudną nadzieją, że jeszcze wszystko ma szansę się odmienić, sprawiając, by to co dalsze stało się bliższe, a to co bliskie oddaliło się.
   Nie chcę mówić o tej dacie, która będzie TĄ datą, boję się jej (a strach się pogłębił jeszcze bardziej w tym momencie, gdy rozmyślając o niej okazało się, że dzieli dokładnie miesiąc na pół). Gdybym mógł to parę tego typu dat wyrzuciłbym po prostu ze swojego życia. Przypomina mi to czasy podstawówki, gdy Pan Grzegorz Jeleń - nauczyciel Przyrody - na koniec każdego semestru pozwalał byśmy wybrali jedną ocenę, którą chcielibyśmy skreślić. Bardzo to cieszyło, bo lepiej mieć możliwość skreślenia czegoś, niż dopisania, gdyż czasem negatywne sytuacje mogą przekraczać stokrotnie pozytywne aspekty najlepszej, wymyślonej chwili. Mam wciąż nadzieję, że myśl Pana Grzegorza Jelenia przypadnie kiedyś Bogu do gustu i Ten wprowadzi taką klauzulę do naszego życia.
   Jednak do tej konkretnej daty brakuje mi jeszcze troszeczkę, a to mnie trochę martwi, bo nie wiem jak potoczy się mój umysłowy oraz emocjonalny los i jak; z jaką łatwością, bądź trudnością, będę go znosił. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że dotrwam w jednym uczuciowym kawałku, uwolnię się i zacznę oddychać pełną piersią, bo jeśli nie to porwę się na swoje nowowymyślone rozwiązanie, a wciąć nie jestem przekonany ile przynieść ono może szkód, a ile profitów (ja już nie chcę nikomu, niczemu szkodzić!). Pora rozpocząć odliczanie...jeszcze mniej niż 1/3 roku do przebycia - DAM RADĘ.
 
   Zrobiło się nazbyt prywatnie, jednak mam nadzieję, że kwestia roku, jako swego rodzaju magicznej granicy oraz myśl ideologiczna Pana Jelenia, będą wystarczająco interesujące, by nie skarcić mnie za powyższe.
 
Krystian Chról Niebo Twórczość Społeczeństwo Blog Proza Felieton Esej Nieb0
Prześlij komentarz