Moje niebo to nie miejsce, a stan umysłu.

Nie opisuje go żadna księga, ani żadne z przysłów;

Moja kuźnia pomysłów - odlot na trzeźwo,

Gdy mój high widzą ćpuny to z wrażenia blednął.

Ekshibicjonizm MAKSYMALNY

Parę osób powiedziało mi kiedyś, że uprawiam tutaj swego rodzaju ekshibicjonizm emocjonalny, czemu dosyć pewnie i jednoznacznie zaprzeczyłem, zdając się na to iż kontroluję treści tutaj udostępniane, wręcz kreuję obraz siebie, nie zdradzając koncepcji mnie. Nie sugeruję w żaden sposób nieszczerości, bo to co piszę jest szczere, jednak zaznaczam, że trafiają tutaj przede wszystkim opinie, dywagacje na różne tematy, a popierane czasem osobistymi "wyrzutami" mają tylko zyskać na sile. Jednak te "wyrzuty" są kwestiami, które ma szanse poznać każdy kto mnie zna i przebywa w moim towarzystwie i nie jest to kwestia mojej egzaltacji.
Ale! Ale, ale, ale, przyszedł ten moment kiedy napiszę coś tak osobistego jak nigdy, poza listami i wierszami. Napiszę to w pewien sposób z konieczności, a jako, że będzie już napisane to nic nie stoi na przeszkodzie, by to opublikować tutaj. Napiszę esej na psychologiczne koncepcje człowieka, w którym przeanalizuję swoją własną inteligencję emocjonalną. Będzie się działo, chyba...



   Inteligencjo emocjonalna! Powiedz mi co tak naprawdę Cie kształtuje i co sprawia, że masz tak duży wpływ na naszą przyszłość? Powiedz mi coś o mnie i o ludziach, którzy mnie otaczają!
Inteligencja emocjonalna oczywiście pozostanie głucha na moje wołania, jednak nic nie stoi na przeszkodzie bym to ja, sam, zastanowił się, opierając swoje przemyślenia na leżącej po mojej lewicy książce Daniela Golemana, pt.: "Inteligencja emocjonalna", nad istotą tejże. Chodź wiele razy zastanawiałem się nad genezą sukcesu to nigdy wcześniej nie podejrzewałem o tak dużą rolę, w jego osiąganiu, emocji i tego jak sprawnie potrafię nimi zarządzać. Jednak Daniel Goleman sprawił, że zacząłem patrzeć na ten aspekt w trochę inny sposób, podkreślam, TROCHĘ. Tak to już ze mną jest, taki to właśnie jestem, że nie potrafię pewnych rzeczy przyjąć w 100%, tym bardziej tych, które mają opisywać jakieś założenia i zależności mogące występować w moim życiu, na podstawie obserwacji innych osób; jednak moje poczucie indywidualności, nie indywidualizacji, sprawia, że  takie teorie łatwo mnie nie przekonują. 
   Warto od początku zaznaczyć i wyjaśnić fakt, czym dla Golemana jest ta tajemnicza inteligencja emocjonalna; określa on ją jako cztery elementy: samokontrolę, zapał, wytrwałość i zdolność motywacji. Z tych czterech elementów wytwarza się ogół, zwany inteligencją emocjonalną. W moim przypadku test na inteligencję emocjonalną określił mój poziom na 7, czyli według skali wysoki, jednak, tak na prawdę, dosyć blisko przeciętnej. Co może wpływać, że mimo wszystko posiadam inteligencję emocjonalną na wysokim poziomie? 
   Trzeba powiedzieć, że ten współczynnik nie jest determinowany jedynie przez geny, możemy wpływać na jego rozwój w trakcie dorastania i dojrzewania dziecka. Możemy sprawić, by w dziecku wykształciły się odpowiednie odruchy dotyczące emocji, by było bardziej empatyczne, by lepiej odczytywało emocje innych oraz by lepiej kontrolowało swój umysł emocjonalny. 
Trudno jest obiektywnie spojrzeć w swoje dzieciństwo i stwierdzić jednoznacznie, że to w tym okresie w głównej mierze wykształciły się moje umiejętności związane z emocjami. Dzieciństwo jest mocno subiektywnym okresem naszego życia. Przypominam sobie jednak, że jako dziecko byłem bardzo impulsywny, bardzo często działałem irracjonalnie co doprowadzało do wielu sytuacji, w których wybuchałem, nie wiedząc później co z tymi wybuchami zrobić, gdy już część racjonalna dochodziła do głosu. Przez to iż mam świadomość tego, że jeszcze wtedy nie mogłem mieć zbyt wysokiego poziomu inteligencji emocjonalnej mogę stwierdzić, że dzieciństwo raczej nie było okresem, w którym inteligencja ta się wykształciła. Być może przełomem, w którym ten stan zaczął się u mnie poprawiać to moment, w którym przeprowadziłem się, opuszczając bezpowrotnie środowisko pełne napięć i nieprzyjemności będących dla 12-letniego dziecka deprymującymi.
Następnie pojawia się okres dojrzewania, w którym wszystkie czynniki zewnętrzne stają się neutralne, jeśli nawet nie pozytywne, jak chociażby postać mojej babci. Osoby szalenie empatycznej, której zasady moralne mają moc wpływania na innych. Prawdopodobnie to jej wpływ w znacznym stopniu sprawił, że moja zdolność do kontroli emocji i odczytywania emocji innych uległa podwyższeniu. Nie neguję również, a raczej jestem przekonany, że dalszy wzrost tejże zdolności był skutkiem równych doświadczeń oraz przemyśleń na ich temat. 
   To nie jest tak, że wszystkie cztery elementy rozwinięte są w moim przypadku w tym samym stopniu. Z pewnością byłoby to wielce korzystne dla mnie, jednak nie zawsze może być tak pięknie. Przypominając cztery elementy inteligencji emocjonalnej, są to: samokontrola, zapał, wytrwałość i zdolność motywacji. 
Samokontrola to coś z czym przez bardzo długi okres życia miałem problem. Łatwo wybuchałem, działałem zbyt emocjonalnie w wielu sytuacjach. Prowadziło to do przyćmienia różnych moich umiejętności. Jedną z takowych, której poziom był niwelowany, jest umiejętność pracy i prowadzenia zespołu. Powołując się na nikły autorytet jakim są nauczyciele w podstawówce i gimnazjum oraz patrząc na najnowsze doświadczenia, wiem, że jest to umiejętność mocno rozwinięta we mnie; prowadząc zespół czuję się jak ryba w wodzie. Jednakże w momentach, gdy jeszcze nie opanowałem umiejętności samokontroli, "liderstwo" czasem było nieskuteczne, bo jak  tu pracować w zespole, gdy koordynujący nie patrzy na sprawy racjonalnie i spokojnie, tylko jest negatywnie rozemocjonowany? Tak więc, umiejętność samokontroli musiała się pojawić i moim zdaniem zaistniała we mnie, mam nadzieję, że na dobre. Pozostałością dawnych przywar może być fakt, że czasami jednak emocje są puszczone swobodnie, nawet podczas pracy w grupie, lecz zawsze są to emocje pozytywne, dobrze nastrajające resztę; swoje słabości zamieniaj w zalety.
   Z następnym elementem nie miałem większych problemów nigdy. Nigdy, do póki rzecz, za którą się zabierałem była dla mnie interesująca i realizowała w pewnym stopniu moje upodobania, bądź założenia. To chyba dobrze, że człowiek nie ma tak samo wysokiego poziomu zapału do wszystkiego czego się ima, bo wtedy jakie byłoby odróżnienie od rzeczy, które są dla nas bardziej interesujące od tych, których sensowność podważamy? 
Myślę nawet, że zapał jest wręcz cechą dziecięcą, którą należy jedynie dobrze przetransferować w dorosłe życie, a momentem, gdy możemy to utracić jest okres dojrzewania. To wtedy możemy utracić, być może nawet bezpowrotnie, tę dziecięcą cechę, która pozwala nam do pewnych rzeczy podchodzić ze zdwojonym, a nawet strojonym zaangażowaniem. Wydaje mi się, że jeśli ktoś jest zblazowanym nastolatkiem, którego nic na świecie nie interesuje, ani nie cieszy, to prawdopodobnie ta dziecięca, piękna, praktyczna cecha z niego dawno wyparowała. 
Ja nie obawiam się o swój zapał, ponieważ w pewnych pozytywnych sytuacjach wzrasta on niebotycznie i potęguje inne działania. Zawsze świadomość celu jaki może zostać osiągnięty, sprawia, że potrafię zarzucić wszystko inne, by móc w pełni oddać się czemuś co wywołało we mnie taką wielką pozytywną falę. Czasem zauważam w sobie niskie zaangażowanie do rzeczy, które nawet nie nieinteresujące dla mnie, a często wręcz z ekscytacją wymyślone przeze mnie, ale jednak ich cel nie jest niczym specjalnym (czyt. pieniądze). Dla przykładu: działania w kampanii społecznej zwalczającej wandalizm, którą autorsko wymyśliliśmy ze znajomymi i wszelkie sprawy z nią związane, zawsze wywołują we mnie wzmożoną chęć do pracowania nad tym projektem, ponieważ wiem iż celem jest rozwój tego przedsięwzięcia, szerzenie konkretnej idei, a dodatkowo tworzenia niepowtarzalnej marki. Inna sytuacja to wymyślony przeze mnie sposób na zwrócenie pewnej sumy pieniędzy i zainwestowania w taki sam model telefonu jaki mi skradziono; pomysł prosty i pewny. Polegał on na zebraniu trzech niesprawnych telefonów, które trzymałem w szufladzie i wymianę w nich podzespołów, które wiem, że są przyczyną ich niesprawności, a dodatkowo wymiana obudów, by wyglądały nienagannie, był to pomysł, który pozwoliłby mi na zakup takiego samego telefonu jaki straciłem. Zabrałem się za kupno potrzebnych śrubokrętów, przejrzałem ceny części w internecie i... aktualnie trzy rozkręcone telefony leżą na moim parapecie i raczej nie zanosi się, abym w najbliższym czasie zamówił do nich części, a później je sprzedał. Na tym przykładzie doskonale widać w jakich kategoriach determinuje się mój zapał.
Każdy musi mieć swoją piętę achillesową, bo przecież nikt z nas nie jest Bogiem. Dobrze wiedzieć czym ta pięta jest, by móc drobnymi krokami nad nią pracować i tak właśnie ja pracuję nad swoją wytrwałością. O ile wytrwałość związaną z dążeniem do zamierzonego celu życiowego mam raczej mocno osadzoną, tak każde postanowienie związane z moim trybem życia bierze w łeb. Wynika to z tego iż jestem niesamowicie niezorganizowanym człowiekiem, mój tryb życia to wieczny chaos, lecz w tym szaleństwie jest reguła. Reguła niestety dotycząca jedynie celów stricte związanych z doprowadzeniem czegoś do konkretnego momentu. Jeśli idę w góry i muszę/chcę gdzieś wejść to wejdę, choćbym był po wielu wyczerpujących wyprawach; 60% kondycji według mnie to psychika - zaprę się a wejdę. Jeśli przykładowo w trakcie pierwszej edycji kampanii pewne rzeczy nam nie wychodziły to nie porzucałem tego, parłem dalej, mając nadzieję, że coś się polepszy. Jednak gdy mam sobie postanowić, że codziennie będę coś robił, że zacznę ćwiczyć regularnie, chodzić na ściankę wspinaczkową regularnie, uczyć się regularnie, to niestety wszystko bierze w łeb i nici z moich postanowień tego typu. Być może kiedyś ureguluję bardziej swoje życie i zacznę sprawować nad nim większą kontrolę w tej materii. 
Kiedy nic nie wychodzi i trzeba zebrać się jeszcze raz by czegoś spróbować dobrze posiadać zdolność motywacji. Zdolność, która sprawia, że zamiast opierać się na swoich emocjonalnych odczuciach względem sytuacji, człowiek patrzy na nią racjonalnie i potrafi odnaleźć w sobie pokłady nowej energii, by jeszcze raz zawalczyć o konkretny efekt. Motywacja w mojej opinii łączy się dosyć ściśle z zapałem, ponieważ te dwa elementy sprawiają iż jesteśmy w stanie tak bardzo o coś zawalczyć. Analogicznie do zapału, działa u mnie motywacja, która w zależności od tego jaki cel przyświeca działaniu, wytwarza się większa lub mniejsza. Jednakże patrząc na szersze spektrum to zauważam, że z motywacją nie mam problemów, do póki nie nawarstwi mi się niebotyczna ilość obowiązków, wtedy zazwyczaj zaczyna się wykorzystywanie umiejętności takich ja spryt i przebiegłość
Na koniec jedna rada: dążmy do tego by znać i kontrolować siebie lepiej, bo to tylko może nam ułatwić życie. 

Krystian Chról Niebo Twórczość Społeczeństwo Blog Proza Felieton Esej 

Prześlij komentarz