Moje niebo to nie miejsce, a stan umysłu.

Nie opisuje go żadna księga, ani żadne z przysłów;

Moja kuźnia pomysłów - odlot na trzeźwo,

Gdy mój high widzą ćpuny to z wrażenia blednął.

Przeskok

Jak wiele rzeczy może w życiu zaskoczyć? Powiedzieć można, że to zazwyczaj jedna sytuacja, na jakiś czas. Jednak co w momencie, gdy następuje kumulacja? Co dzieje się w chwili gdy człowiek uświadamia sobie, że takie multum idei, wydarzeń i rzeczy, dopadło go ze wszystkich stron?
Wtedy, ten człowiek ma wybór; żyć, korzystając z impetu, który posiada, bądź zgnić, wytracając prędkość na auto-dedykowanych żalach. BANG! Ja właśnie jestem w tym momencie i już wiem, że nie wybrałem drugiej opcji, a wiem to dlatego, że przeżywam opisywany wyżej stan od jakiegoś miesiąca.
Pokusić się można nawet o stwierdzenie, że z tego stanu już pomału występuję, stając na równe nogi, na pewnym gruncie.

Zbyt wiele wątków osobistych. Zbyt wiele... Może by zacząć tę wypowiedź raz jeszcze? Przykładowo:
Tak wiele się dzieje w naszym życiu, że strach pomyśleć co by się stało gdybyśmy się potknęli - czy zdołamy powstać? Dlatego też, ze względu na ten strach, a raczej z uwagą na tę groźbę - potknięcia się i niepowstania - musimy być ostrożni, by się nie wypierdolić życiowo. Nie ważne jak wiele spraw próbuje nas wyhaczyć, nie ważne jak wiele momentów wydaje się krytycznych - do chwili, w której śmierć nie zagląda nam w oczy, a my twardo idziemy przed siebie, torując drogę życia, jesteśmy zwycięzcami i godnymi dalszych lat ludźmi.
O tak, myślę, że to całkiem niezły wstęp, może nazbyt patetyczny, jednakże dosadny i chyba trafia. W życiu najważniejsza jest świadomość, jednocześnie to czynnik niezmiernie ograniczający. Jednak czy nie popełniam nadużycia stwierdzając i głosząc co jest najważniejsze w życiu? Być może tak, jednak niech nikt nie zapomina, że to jest jedynie mój tekst i tylko ja mam na niego wpływ, sprawić mogę jednocześnie, że głuche staną się słowa krytyki kierowane w stronę tych zbitych w zdania liter, a mój wykreowany, na właściwy, świat pozostanie niewstrząśnięty.
Wracając już do świadomości... czy to nie jest piękne ją posiadać? Nawet jeśli przynosi ból, to naznacza nasz żywot tym cudownym pierwiastkiem ludzkim, potwierdza, że to dobry wybór iż nie szczekamy, ani nie zawijamy się w kokon, by się przeobrazić(chociaż niektórym, by się przeobrażenie mentalne przydało). Odcedzając tych ze społeczeństwa, którzy mają świadomość własnej świadomości (!) pozostaje nieliczna garstka, a z tej garstki wyodrębnić można jednostki, pojedyncze, osamotnione, wyobcowane, które powiedzą, że z tą świadomością łączy się również odpowiedzialność. Odpowiedzialność rozumiana szerokokątnie i wielopłaszczyznowo; chodzi właściwie o pewną zależność: dzięki świadomości, możemy poczynić wiele wniosków, wnioski te nasuwają nam z pewnością aspekty naszego życia: indywidualnego, bądź społecznego, które w zupełności nam nie odpowiadają, stąd potrzeba jasnego wyodrębnienia swojej świadomości i pobudzenia w niej jednej, bardzo ważnej myśli: dzięki świadomości własnej pozycji i obecności, mogę zaobserwować zjawiska, które mi nie odpowiadają, jednocześnie dzięki tej samej świadomości, dojść do wniosku, że MOGĘ TO PRÓBOWAĆ ZMIENIAĆ!
Zmiana, to jest to słowo klucz, do którego dążyłem. A tak poza tym wszystkim, czy można kochać tak mocno, że nawet definitywny koniec znajomości nie jest końcem miłości i to jeszcze na długo, długo, długo? Nie istotne. Czas spać. Urywam myśl i czołem!
Prześlij komentarz