Moje niebo to nie miejsce, a stan umysłu.

Nie opisuje go żadna księga, ani żadne z przysłów;

Moja kuźnia pomysłów - odlot na trzeźwo,

Gdy mój high widzą ćpuny to z wrażenia blednął.

Powrót w wielu znaczeniach (konkretnie dwóch)

To nie jest tak, że dawno nie zagłębiałem się we wnętrze własnych myśli, przedzierając się przez ciągle pojawiające się w mej głowie pytania. To nie jest tak, że porzuciłem, na czas (podobno) najdłuższych wakacji w życiu, sztukę rozważania, obserwacji i komentarzu. To jest tak, że byłem zwyczajnie zbyt leniwy na to by swe myśli formować w klarownej, dla czytelnika, formie i umieszczać je tutaj. Przyszedł czas odnowy, reanimacji, rehabilitacji oraz mobilizacji (jeszcze resocjalizacji - mojego nowego kierunku studiów) !
Trudno było mi znaleźć sposób, by z powrotem zacząć umieszczać swe myśli i słowa, złożone w pełne zdania, w tym odległym zakątku internetu. Nie miałem inwencji na to, by swój rozleniwiony tryb życia urozmaicić choćby o te parę chwil spędzonych na zapełnianiu czarnymi literami białej płaszczyzny ekranu. Jednak oczyszczenie, katharsis, wniobowstąpienie mej motywacji do pisania (przynajmniej na chwile obecną, gdy popełniam ten tekst) nastąpiło! Nastąpiło za sprawą pewnej osoby, która tak wiele dla mnie znaczy.


Zaczęło się od tego, gdy Maja czytała mi listy, które dostaje od pewnego człowieka, w ramach epistolarnej konwersacji. Skończyło się tak - jak to zwykle bywa - że Krystiana natchnęły czytane teksty i on sam postanowił coś wreszcie stworzyć. Poszedł na łatwiznę - wykorzystując podany niczym na tacy gatunek: list, i stworzył pierwszą od dawien dawna epistołę. Tekst ten, zalakowany czerwonym woskiem z odciśniętą pieczęcią, w kawowej kopercie, wrzucił następnego dnia do pewnej skrzynki. Tak, wrzucił go bezpośrednio do skrzynki - zupełnie pomijając instytucję poczty.
Tym oto sposobem, Krystian poczynił dwie rzeczy na raz: stworzył coś swojego, w co mógł włożyć swe serce oraz umysł, a także wywiązał się z czegoś, co sam nazwał "ideą listów". Co kryje się pod tym stwierdzeniem? Już spieszę z tłumaczeniem, nie siebie, lecz tej oto terminologii, wymyślonej i użytej na potrzeby tamtego konkretnego listu, aczkolwiek niezmiernie trafnej oraz wartej uwagi - w mniemaniu autora.
Idea listów jest to rzecz nie dla każdego jasna i nie dla każdego oczywista, lecz gdy tylko nad tym pomyślałem, było to dla mnie niczym świadomość, że po zachodzie Słońca następuje noc. Idea ta opiera się na jednej prostej kwestii: gdy ktoś pisze list, oczekuje odpowiedzi - o ile nie jest to list samobójcy, oczywiście. Z uwagi na tę niezmiernie klarowną, sensowną i wzniosłą ideę, nie mogłem pozostawić listu, który dostałem przed dwoma laty, bez odpowiedzi, tym bardziej w sytuacji, gdy poszukiwałem pretekstu do obciążenia kogoś swą epistolografią. W ten oto sposób, wywiązałem się z zamierzchłej zaległości, jednocześnie spełniając swoje egoistyczne ciągoty.

Tak oto rozpocząłem na nowo, po wakacjach swą przygodę z prozą, choć ten impakt będzie miał - jak przeczuwam - wpływ również na powstawanie epiki.
Wczorajszej nocy napisałem kolejne dwa listy, jednak już bardziej dla wprawy i samego zachwycenia się na nowo sztuką epistolarną, ponieważ zostały wysłane (dziś po południu) do osób, z którymi kontakt jest w pełni możliwy za pośrednictwem konwencjonalnego i szybkiego internetu. Jednak, jak zaznaczyłem we wspomnianych listach, taka forma komunikacji ma parę niezbitych zalet, których nie podam jak na tacy, ponieważ pragnę zachęcić do odnalezienia takowych i próby spotkania z tą archaiczną sztuką.
Krystian Chról, Niebo, Twórczość, Społeczeństwo, Blog, Proza, Felieton, Esej, Nieb0
Prześlij komentarz