Moje niebo to nie miejsce, a stan umysłu.

Nie opisuje go żadna księga, ani żadne z przysłów;

Moja kuźnia pomysłów - odlot na trzeźwo,

Gdy mój high widzą ćpuny to z wrażenia blednął.

Powrót w wielu znaczeniach (konkretnie dwóch)

To nie jest tak, że dawno nie zagłębiałem się we wnętrze własnych myśli, przedzierając się przez ciągle pojawiające się w mej głowie pytania. To nie jest tak, że porzuciłem, na czas (podobno) najdłuższych wakacji w życiu, sztukę rozważania, obserwacji i komentarzu. To jest tak, że byłem zwyczajnie zbyt leniwy na to by swe myśli formować w klarownej, dla czytelnika, formie i umieszczać je tutaj. Przyszedł czas odnowy, reanimacji, rehabilitacji oraz mobilizacji (jeszcze resocjalizacji - mojego nowego kierunku studiów) !
Trudno było mi znaleźć sposób, by z powrotem zacząć umieszczać swe myśli i słowa, złożone w pełne zdania, w tym odległym zakątku internetu. Nie miałem inwencji na to, by swój rozleniwiony tryb życia urozmaicić choćby o te parę chwil spędzonych na zapełnianiu czarnymi literami białej płaszczyzny ekranu. Jednak oczyszczenie, katharsis, wniobowstąpienie mej motywacji do pisania (przynajmniej na chwile obecną, gdy popełniam ten tekst) nastąpiło! Nastąpiło za sprawą pewnej osoby, która tak wiele dla mnie znaczy.