Moje niebo to nie miejsce, a stan umysłu.

Nie opisuje go żadna księga, ani żadne z przysłów;

Moja kuźnia pomysłów - odlot na trzeźwo,

Gdy mój high widzą ćpuny to z wrażenia blednął.

Złapać Pana Boga za nogi. cz.1

Jesteś po maturach/studiach; młody, pełen zapału i ambicji, planujesz swoją przyszłość. Nie wiesz tak do końca co chcesz robić w życiu - rozważasz podjęcie jakiejś pracy, żeby zarobić na wakacje, opłacić studia, zmierzyć się z pierwszą pracą czy rozpocząć zawodową karierę.

Siedzisz w domu i przeglądasz oferty w internecie, gdy nagle trafiasz na tytuł: MŁODZI, AMBITNI, BEZ DOŚWIADCZENIA. Myślisz: "Mam niewiele wiosen za sobą, żadnego doświadczenia, ale jestem mocno zdeterminowany, przez co bardzo ambiny. I got it!". Po czym wysyłasz CV. Oferty przeglądasz dalej i jako, że masz gotowe CV wysyłasz je wszędzie gdzie wystarczą dwie ręce i nogi.

Kolejnego dnia dzwoni telefon: "Dzień dobry, F&H Buisness Support (bądź jakakolwiek inna nazwa), wysłał Pan do nas swoje zgłoszenie wraz z CV w odpowiedzi na poszukiwania młodych osób do branży marketingowej, chcielibyśmy z Panem porozmawiać. Zapraszamy na rozmowę kwalifikacyjną.".



Wooooooooooooow. Udało się.
Jednak wcale nie koniecznie. Nadal nie wiesz jakie to stanowisko, nie wiesz co będziesz robił. Ale jarasz się, w końcu to firma marketingowa z biurem w samym centrum - brzmi jak amerykański sen. Dodatkowo czujesz się wyjątkowo - mogłeś sam ustalić godzinę, o której przyjdziesz na rozmowę.

Trafiasz do przyjemnego biura umiejscowionego na ul. Widok 8. Idąc do biura już czujesz się tak dobrze, tak wyjątkowo; przecież pracować w takim miejscu to musi być super sprawa.
W środku spotykasz samych uśmiechniętych ludzi - bardzo naturalnych, którzy po prostu wyglądają na szczęśliwych. Bierzesz do ręki jedno z czasopism leżących na holu, czekając na rozmowę, oczywiście bierzesz gazetę Lider, albo National Geographic - nic innego co by wyglądało na chodź trochę nieambitne.

Przychodzi kolejna uśmiechnięta osoba, tym razem chce Cię zaprosić ze sobą, by porozmawiać. Cała rozmowa trwa dosyć krótko, 7 minut. W trakcie nic zaskakującego, zwykłe pytania, na które mimo wszystko odpowiada się z wyjątkową starannością. Na końcu pada pytanie o to ile chciałbyś zarabiać. Wiesz, że jest to minimalnie 2000zł netto, musisz się cenić, bo jesteś ambitny. W odpowiedzi słyszysz, że zarabia się tu w systemie tygodniówkowym i taka tygodniówka to 400 zł + bonusy. Myślisz sobie, że to całkiem nieźle jak na niedoświadczoną osobę, która ma jeszcze szansę na rozwój w tej firmie.
Rozwój, to właśnie tutaj pojawia się pierwszy raz słowo ROZWÓJ. Dziewczyna, która przeprowadza rekrutację opowiada o dwóch programach: sprzedażowym i menadżerskim. W skład tego drugiego wchodzi pięć stopni awansów, na które kolejno się wskakuje, jednak jak to podkreśla, nie każdy dostaje się do programu CoD (Cycle of Development). ROZWÓJ.
Tego samego dnia dzwoni telefon: "Zakwalifikował się Pan do DRUGIEGO ETAPU, zapraszamy jutro na dzień otwarty". Czy mogło być lepiej? Spełniłeś ich wymagania i przekonałeś rozmową tak, że to właśnie Ciebie chcą zatrudnić. Czujesz, że szczęście właśnie się do Ciebie uśmiechnęło i zaczynasz wierzyć, iż jesteś naprawdę wyjątkowy.

Następnego dnia idziesz do biura po raz kolejny, lecz tym razem masz spędzić, z którymś z pracowników jeden dzień, mówiono Ci, że od 11:30 do 19:00. Poznajesz Managera Biura (tzw. Owner'a) i jednego z Liderów. Chwila przyjemnej rozmowy z Owner'em i dowiadujesz się, że dzisiejszy dzień zaczniesz od zapoznawczej kawy ze swoim Liderem. W trakcie drogi odpowiadasz mu na parę ogólnych pytań, które same sobą krzyczą: "Jesteśmy po to, żebyś czuł się, że jesteś w centrum uwagi". Pijecie kawę, w trakcie czego zadawane są Ci pytania o Twoje wady, zalety, cechy, które powinny przekonać firmę, aby zatrudnić właśnie Ciebie. Nie wspominasz o tym, że jesteś ambitny, ponieważ wydaje Ci się to naturalne, jednak Twój Lider nie omieszka Ci tego wypomnieć, co oczywiście od razu prostujesz. AMBICJE.

Dowiadujesz się także w trakcie tej kawiarnianej rozmowy o pięciu stopniach rozwoju i pokrótce poznajesz charakterystykę każdego z nich. Codziennie będziesz miał 1,5h szkoleń dostosowanych do Twojego aktualnego poziomu, co brzmi super, bo przecież jesteś tu po to by się ROZWIJAĆ. Pocieszającą informacją jest brak awansów uznaniowych, każdy awansuje się sam w momencie gdy widzi, że spełnia konkretne normy, opisane w konstytucji firmy. Lider określa to hasłem: SUKCES ZALEŻY TYLKO OD CIEBIE.
Przychodzi też czas na małą przepytkę ze znajomości różnic pomiędzy marketingiem BTL i ATL, w trakcie, której poznajesz gro zalet tego pierwszego, utwierdzając się w przekonaniu, że to co będziesz robić, będzie efektywne i skuteczne. Wreszcie przychodzi pora by dowiedzieć się na czym ta praca tak na prawdę polega; pozyskiwanie funduszy od osób indywidualnych, poprzez polecenie zapłaty. Pada pytanie: "Gdzie ludzie mają ze sobą numer swojego konta bankowego?". -W banku, na poczcie... w domu? -Bingo! W domu i właśnie tam ich odwiedzamy, wykorzystując element zaskoczenia oraz to, że czują się tam bezpiecznie.
W tym momencie wszystko staje się jasne, praca ta to akwizycja, lecz nie taka zwykła, nadal wydaje Ci się wyjątkowa, prosperująca przyszłościowo i do tego w szczytnym celu - zbiera się przecież fundusze dla organizacji charytatywnych.
Nastaje także chwila, w której poznajesz resztę zespołu, który wraz z Ownerem stoi przed biurem. Wszyscy są dobrze nastawieni, czuje się bardzo przyjemną i PRZYJAZNĄ ATMOSFERĘ. Owner podkreśla jakie to przyjemne zaczynać pracę od PRZERWY, po chwili jednak rusza w stronę metra. Wszyscy idą za Managerem, który prowadzi drużynę w teren i przydziela każdemu odpowiednie sektory. Nikt wcześniej nie wie gdzie będzie się chodziło.

Cały dzień biegania po mieszkaniach. Przysłuchujesz się jak Twój Lider zagaduje kolejne osoby tym samym szablonem. Widzisz różnorakie reakcje ludzi. Dowiadujesz się jak prowadzi się tzw. Call Back'a, który pomaga określić gdzie się już było oraz wyliczyć tzw. PRAWO ŚREDNIEJ.


Wszystko pięknie wyglądało dla mnie od początku, dokładnie do tego momentu, byłem podjarany, zauroczony perspektywą rozwoju.
Jednak pojawiła się pierwsza rzecz, która powiedziała mi: "Uważaj, przypatrz się temu". Zapytałem Sebastiana (to on miał mnie pod opieką) o to jak wyglądają tutaj dokładniej zarobki, bo z tego co już wiedziałem po zapoznawczej kawie, jest to 100zł od jednej pozyskanej osoby, chciałem jednak zobaczyć jak to wszystko wygląda w praktyce i co z tą podstawą 400zł tygodniowo, o której dowiedziałem się na rozmowie kwalifikacyjnej.
Mój Lider zaczął mnie uświadamiać, że musiałem źle zrozumieć i nikt na pewno czegoś takiego mi nie powiedział, a dodatkowo obiecywana 100 była pieniędzmi brutto, czyli na czysto, bez żadnej podstawy, od jednej pozyskanej osoby miałem dostawać 82zł. Później przyszła pora na przeanalizowanie realnych zarobków. W biurze widziałem tabele, a także mówiono mi, iż normalną średnią - wynikającą z prawa średniej - jest 7-8 osób pozyskanych w tygodniu.
Zapowiadało się obiecująco:(82zł x 7) x 4 ~ 2500zł miesięcznie, jednak Sebastian zapytany przeze mnie o to ile mniej więcej zarabia odpowiedział, że jest to ok. 2tys.zł - poczułem wałek. Skoro obiecywane średnie wynoszą 7 zapisów tygodniowo, czyli miesięcznie powinno się zarabiać ok 2,5tys. a Sebastian - podobno jeden z lepszych fundraiserów - zarabia ok. 2tys. to oznacza, że albo średnia jest przekłamana, albo tym ludziom odcina się pensję. Jedno jest pewne, nie zaniżył wielkości swojej pensji, bo przecież chodzi o to żeby mnie zachęcić, a więc można się pokusić nawet o to by myśleć iż zarabiał on tak naprawdę ok 1800zł, albo i mniej.

Mimo słabej pensji początkowej można by się łudzić szybkim awansem z Fundraisera na Lidera (Ładnie działa na psychikę takie nazewnictwo, prawda? Najpierw zwykły Fundraiser, a potem LIDER). Mi taki awans przepowiadano w połowie czerwca, wyglądało zachęcająco, jednak wystarczy sobie zadać pytanie: "Co z tego będę miał?" , odpowiedź brzmi: "NIC". Wcześniej opisywane zarobki były zarobkami osoby, która jest już Liderem, a więc na dodatkowe pieniądze nie miałbym się co nastawiać. Tutaj wchodzi w grę to samo psychologiczne zagranie, czyli ciągła perspektywa rozwoju; pozornie nowe szkolenia, bardziej zaawansowane techniki, poważniejsza pozycja. Tak na prawdę to wszystko jest tylko nic nieznaczącą projekcją, mającą nakręcać coraz bardziej na ciemiężniczą pracę. Warto też powiedzieć, że kolejny awans, na Crew Lidera pozwala zgarniać dodatkowe 200zł miesięcznie, ale dorzuca dodatkowych godzin pracy, tj. jest się w pracy 2h dłużej by załatwić trochę papierowej roboty w biurze.
W taki oto sposób przedstawia się ten bonus gdy rozłoży się go na części: 200zł miesięcznie za dziennie 2h pracy więcej , czyli za ok. 28h pracy więcej w miesiącu. Podsumowując, na bonus pracuje się w skali 1h~7zł. Patrząc na to trzeźwo - nie warto, jednak osoby omamione perspektywą rozwoju i pracą na rzecz własnego sukcesu, zupełnie tego nie zauważają.
Podobnie sprawa wygląda z kolejnym stopniem awansu, czyli Asystentem, który dostaje potężne bonusy w skali tygodnia, bo są to sumy rzędu ok. 2tys. , jednak przelewane one są na specjalne konto firmy dedykowane dla tej osoby i ma to być kapitał początkowy na otworzenie własnego biura w przyszłości. Z tego co mówił Sebastian, Asystent w każdym momencie może poprosić o te pieniądze, ale w praktyce przecież to nie jest nawet jego konto, niezły system, prawda?
Widać więc za jak marne pieniądze się tutaj pracuje, ciągle dążąc do marchewki, którą jest stopień managera, czyli osoby na szczycie tej finansowej piramidy. Jednak trzeba mieć świadomość, że trud w to włożony, wyciskanie z siebie siódmych potów, a także brak gwarancji stanięcia na ostatnim stopniu rozwoju są wystarczającymi powodami, by nie dać z siebie robić niewolnika.

Przyjrzyjmy się teraz godzinom pracy. Na rozmowie kwalifikacyjnej kandydat dowiaduje się, że praca ta obejmuje godziny 11-20 i dni poniedziałek-piątek. Wygląda normalnie oraz uczciwie. Jednak praktyka wcale nie jest tak śliczna i milusia.
Gdy chodziłem z moim Liderem w trakcie dnia otwartego po domach, dowiedziałem się, że w soboty także istnieje możliwość pracy, dla chętnych. Wyglądalo przyjemnie: Nie wyrobisz średniej w tygodniu, albo chcesz zarobić więcej - idziesz w sobotę. Potem przekonałem się, iż tylko tak ładnie to wygląda - na Morning Meetingu w piątek, Owner pomiędzy sztuczkami manipulacyjnymi, zapytał: "Kto bardzo nie chce iść w sobotę?", myślę sobie: "Zaraz zaraz, a czy to nie powinno brzmieć: Kto chce iść w sobotę? ." Potem powiedział, że każdy kto zrobi Dzwonek (2 zapisy) będzie miał wolną sobotę. Czyli wszystko jasne; istnieje możliwość wolnej soboty, w tej pracy, ale tylko gdy Menager wykaże dobrą wolę ustalając jakiś warunek.
Wróćmy do mojego dnia otwartego. Chodziliśmy, chodziliśmy, czułem w nogach kilometry, które pokonujemy od drzwi do drzwi, od klatki do klatki, nie żebym miał słabą wytrzymałość na chodzenie, bo przecież chodzę po górach, ale to było na prawdę wymagające i męczące. Przyszła wreszcie pora na celebrowaną przerwę, przed którą jeszcze usłyszałem, że w sumie to tak szybko zleciał ten czas i było tak przyjemnie. Przerwa trwała 15min i Marcin dał nam sygnał, że lecimy dalej, zbijając z każdym z nas żółwia. Chodziliśmy, chodziliśmy tak do ok. 21, zanim wróciliśmy do biura, przeszedłem kolejną rozmowę i wyszedłem z tzw. Pakietem Powitalnym była już 22.
Początkowo nie zwróciłem na porę szczególnej uwagi, bo przecież radowałem się z faktu, iż przeszedłem się dalej, jednak patrząc na to trzeźwo zostałem oszukany, a jednocześnie w pewien sposób oswojony z godziną wychodzenia z biura. Moje obawy potwierdziły się także dzień po tym, gdy poinformowałem Sebastiana, że taka praca nie jest z pewnością dla mnie, gdy zobaczyłem go wychodzącego z biura po godzinie 22.
Gdy byłem tam ostatniego dnia okazało się także, że godziny przyjścia raczej są wcześniejsze i człowiek sukcesu jest w pracy już o 10, a więc podsumowując: 10-22 = 12h dziennie. Tygodniowo: 12h x5 + 8h(Sebastian mówił, że w soboty pracuje się do ok. 16, więc warto doliczyć 2h w ramach tego, że już raz mnie w tej kwestii oszukano) = 68h. W skali miesiąca: 68h x4 = 274h. Nieźle? Zważając na to, że etat w normalnej pracy ma 152-164h to cholernie dużo, taka współczesna forma niewolnictwa.

Mimo iż spędziłem w tej pracy trzy dni, poznałem mnogość trików i sztuczek jakim poddawani są pracownicy. Z racji na troskę o czytelnika rozbiję ten artykuł na dwie części. CIĄG DALSZY NASTĄPI.