Moje niebo to nie miejsce, a stan umysłu.

Nie opisuje go żadna księga, ani żadne z przysłów;

Moja kuźnia pomysłów - odlot na trzeźwo,

Gdy mój high widzą ćpuny to z wrażenia blednął.

To nie bezsenność - to strach.

Nie chce budzić się bez niej przy mnie. Nie mogę znieść świadomości, że gdy tylko otworzę oczy ujrzę jedynie promienie słońca wpadające przez brudne okno, a jej nie będzie. Odkładam sen, z godziny na godzinę, mimo iż wiem, że powinien on przyjść i pochłonąć mnie w swe nieprzewidywalne czeluści.



Sny potrafią przynieść wiele upragnionych wizji, są rzeczywistością, która potrafi spełnić najskrytsze pragnienia, lecz trudno poradzić sobie z poranną świadomością, że sny to tylko sny... Gdyby zamienić miejscami sny z rzeczywistością... Ile z nich okazałoby się upragnionym spełnieniem marzeń, a ile siałoby koszmarne zniszczenia? To byłoby niebezpieczne, bo okazać by się mogło, że sny, o których nie pamiętamy są tak złe iż nawet w zestawieniu z ciężką dla wielu rzeczywistością, są okrutne i nie do zniesienia.

Co mam robić? Nie spać? Bez sensu... Muszę jakoś pokonywać te noce, przezwyciężać dnie i poszukiwać, by wieczorem, chodź przez chwilę czuć jej obecność. Jedno jest dla mnie pewne: BEZ NIEJ NIE ISTNIEJĘ, nie potrafią wyrażać siebie i błądzę myślami, ocierając się o rozpacz.

Jeśli tylko znajdę trwały sposób, by wieczory nie bolały, a były wypełnione nią, jedyną oraz właściwą, będę człowiekiem, któremu niestraszne staną się przeciwności czyhające za dnia i w trakcie nocy. Gdzie jej szukać? Czy w ogóle wypada jej szukać? Być może im mocniej poszukujemy, tym trudniej zagościć jej u nas? Trudno zdecydować się na którąkolwiek opcję, w strachu, że ta wybrana okaże się niewłaściwą. Brak mi konsekwencji. Jestem rozerwany jak podwozie Hummera, który najechał na improwizowaną minę-pułapkę.

Być może na tym to wszystko polega. Ważne, że teraz mam ją przy sobie, lecz boję się poranka bez niej. Piszę i wiem, że tym pisaniem w żaden sposób nie sprawiam by jej ubywało, wręcz przeciwnie - rośnie, spełnia się.

Zapalę ostatniego dziś papierosa, wyłączę laptopa, pójdę spać, a moja wena odejdzie i nie wiem kiedy wróci.

Prześlij komentarz