Moje niebo to nie miejsce, a stan umysłu.

Nie opisuje go żadna księga, ani żadne z przysłów;

Moja kuźnia pomysłów - odlot na trzeźwo,

Gdy mój high widzą ćpuny to z wrażenia blednął.

18 lat to nie całe życie.

Koniec imprezy, po części z okazji 18-stki Lucyfera, po części spontanicznego meetingu. Ludzie zaczynają przysypiać, a alkohol przestaje smakować. Jestem zbyt zmęczony, by pić dalej, zbyt trzeźwy żeby zasnąć gdziekolwiek. Decyzja: wracam do domu.
Biorę resztę 0,2 którą leży w zamrażalniku i wychodzę. Wchodząc do windy i patrząc w lustro z Izą przeżywamy szok - szkoda, że w ogóle widzimy to jak wyglądamy. Trzeba żyć, trzeba z tym żyć i wracać do domu.
Na przystanku czekają Jędrzej i Maciek, którzy wyszli z imprezy pół godziny wcześniej. Dobrze, że Iza koordynowała powrót, co pozwoliło nam spędzić właśnie te pół godziny na wygodnej sofie.



Gdzie jest sprawiedliwość? My - wracamy z imprezy, a wraz z nami ludzie w autobusie, którzy zaczynają swoją pracowitą sobotę - niechętnie patrzą na dzieloną między nas pigwową Soplicę, zdeterminowani na przetrwanie kolejnego dnia w swojej pracy.

Powrót byłby normalnym powrotem, gdybym wysiadł wcześniej i czekał na 141, gdybym pojechał z Idą na Służew, a potem do politechniki, gdyby, gdyby... Jednak postawiłem na przesiadkę na Torwarze.
Wchodząc po schodach zobaczyłem, że na przystanku jestem tylko ja i typ, który niczym szczególnym nie wyróżniał się spośród grochowskich rzezimieszków; łysa glaca, wzrok najebanego zawadiaki, rozcięta ręka - mniej, więcej tydzień wcześniej - oraz charakterystyczny outfit.

Cóż to za tragiczny przystanek, przy, którym przejeżdżają wszystkie autobusy mogące zawieźć mnie z mostu Łazienkowskiego do domu, ale na którym zatrzymują się tylko trzy właściwe - dodatkowo w bardzo dużych odstępach.

Mój niedoszły współtowarzysz, w blasku wschodzącego nad Wisłą słońca, bezsilnie machał do przejeżdżających autobusów. Nagle spojrzał w moją stronę i zasugerował mi żebym zdjął słuchawki. W głowie: Hmm...ciekawe co chce? powie mi, że mam chujową fryzurę, czy poprosi o szluga?
Okazało się, że ani jedno, ani drugie. - Gdzie jedziesz? - Na Przyczółek Grochowski. - odpowiedziałem niepewnie. - To Cię podrzucę, bo łapię taksówkę w tamtą stronę.
Jednak można spotkać ciekawy, miły akcent o tej godzinie, ze strony stereotypowego mieszkańca grochowa.
Poprosił o bucha dopalanego przeze mnie papierosa, by po kilku nerwowych zaciągnięciach wylać z siebie to co rozsadzało mu serce. Właśnie się dowiedział, że zdradziła go żona, po 18 latach małżeństwa. Dowiedział się dzwoniąc do niej i słysząc w przypadkowo odebranym połączeniu dźwięk jej orgazmu, w momencie gdy sam stał pod bramą swojego miejsca pracy. - Stary, wiesz co zrób? Idź się napij. Konkretnie. - doradziłem mu wbrew wszelkim terapeutycznym, podręcznikowym pierdoleniom. Taka sytuacja z pewnością powala na kolana, dlatego nie chciałem być obojętny, rzucając klasyczną gadkę, że życie się nie kończy, że musi być twardy... Chyba każdy wie, że to tylko zwykły bełkot człowieka niezainteresowanego cierpieniem drugiego. Ja postarałem się powiedzieć mu to co uważam za słuszne i skuteczne.
Niech się napije, ochłonie, a potem stwierdzi co dalej - w takiej konkretnej kolejności, nie odwrotnie.

Próbowaliśmy złapać taksówkę tak długo, że w końcu zdążył przyjechać nasz wspólny autobus. Wsiedliśmy razem, już nie jako dwaj przypadkowi pasażerowie, ale jako człowiek powalony na kolana i jego anioł - jak stwierdził sam zainteresowany. W autobusie rozpoczęliśmy rozmowę z dwiema dziewczynami, które na wieści jakie niósł grochowski chłopaczyna odwdzięczyły się podręcznikowymi tekstami o tym, że życie się nie kończy, a alkohol to nie rozwiązanie. Trasa na przyczółek ciągnęła się nadzwyczajnie długo. Znów potwierdził się fakt, że najgorsza jest niewiedza odnośnie przyczyny niektórych zdarzeń. Padło parę pytań "Dlaczego?", na które nikt nie mógł udzielić odpowiedzi poza jego żoną. W jego postawie i oczach widać było, że to rzeczywiście dobry człowiek, który gdy już kocha to oddaje się tej miłości fanatycznie, jak kibic, który nigdy nie powie złego słowa na swój klub, nawet gdy ten nie spełnia jego oczekiwań.
Serdecznie się pożegnaliśmy, podziękował mi. Tak często serdecznie żegnam się z ludźmi na tym przystanku.
Mimo wszystko to był dobry powrót, przepełniony klimatem i momentami autentycznej refleksji.

Mam nadzieję, że ten człowiek teraz pije i nie myśli o tym jak pękło mu serce...
Prześlij komentarz