Moje niebo to nie miejsce, a stan umysłu.

Nie opisuje go żadna księga, ani żadne z przysłów;

Moja kuźnia pomysłów - odlot na trzeźwo,

Gdy mój high widzą ćpuny to z wrażenia blednął.

zbyt wiele wspomnień [audio]

Audio do poprzedniego posta. Szkoda, że nie umiem tego zrobić tak jak bym chciał by to brzmiało.

zbyt wiele wspomnień

Bum, bum, bum.
Głowę zaprząta szum.
Składam dłonie razem
Tak jak wspomnienia.
Tu jestem sam,
Ale nie tam -
- Obrazy żywe jakbym miał
To co było...


Jednak sam siedzę z papierosem
Znowu mam siebie i bezsenną noc też.
Nie jestem mocny więc
Buduję mur. Wokół
To się kłębi, jak łzy w oku,
Które wystąpiły jak krople potu
Ze zmęczenia...


Spadam w dół, dystans się zwiększa.
Otwieram okno, patrzę.
Dzisiaj zwyciężam, swój strach,
Swoją samotność. Zobaczyłem,
Zamykam okno...


Spojrzałem wgłąb,
Wyciągając niepotrzebnie,
Myśli, które mówią, że było pięknie.
O tak... czuję znowu ten zapach.
Stop! Jak mogłem zapomnieć?
To co było, nie ma prawa wracać!


Buduję nowy świat!
Teraz pora bym ja,
Mimo tego, że sam, miał to co chcę.
Kocham życie, więc będę
Czerpał z niego więcej i więcej
I nigdy już, nie dam się zabijać,
Nie mam na to sił...
Wybacz.

18 lat to nie całe życie.

Koniec imprezy, po części z okazji 18-stki Lucyfera, po części spontanicznego meetingu. Ludzie zaczynają przysypiać, a alkohol przestaje smakować. Jestem zbyt zmęczony, by pić dalej, zbyt trzeźwy żeby zasnąć gdziekolwiek. Decyzja: wracam do domu.
Biorę resztę 0,2 którą leży w zamrażalniku i wychodzę. Wchodząc do windy i patrząc w lustro z Izą przeżywamy szok - szkoda, że w ogóle widzimy to jak wyglądamy. Trzeba żyć, trzeba z tym żyć i wracać do domu.
Na przystanku czekają Jędrzej i Maciek, którzy wyszli z imprezy pół godziny wcześniej. Dobrze, że Iza koordynowała powrót, co pozwoliło nam spędzić właśnie te pół godziny na wygodnej sofie.

Głaskanie kota

Jakie to niesamowicie dziwne uczucie. Dzisiaj kończę nieprzerwany ciąg 12 lat edukacji. Odbieram świadectwo i wsio! No....prawie wsio. Została jeszcze matura, a potem... wakacje, które jednak swój koniec znajdą w początku studiów. Jednak mimo wszystko jest to dosyć nietypowy dzień. Kończę edukację na poziomie, na którym jestem uważany za dziecko, czując się przez to jak idiota, a wchodzę w edukację na poziomie gdzie jestem uważany za idiotę, czując się przez to jak dziecko... /shit happens.